Sezon ogórkowy. Nazwa żartobliwa, obrazowo sielska, ale w medialnym i społecznym obiegu obarczona znaczeniem czegoś błahego, nudnego oraz pozbawionego treści. W telewizji jest mniej debat politycznych, a w gazetach więcej historii na przykład o rekordowych pomidorach i grzybach. Wrażenie pustki?
Żyjemy w czasach, w których tempo jest miarą wartości, a zajętość stała się statusem. W takim świecie „nuda” często oceniana jest w kategorii porażki. Tymczasem jak sięgniemy do myśli filozoficznych, to uzmysławiamy sobie, że celem życia nie jest samo działanie, lecz eudajmonia, czyli rozkwit, który wymaga równowagi między aktywnością a refleksją. Innymi słowy, nie można żyć dobrze bez otium, czyli czasu wolnego od presji, przeznaczonego na pielęgnowanie myśli, lektur, rozmów i wewnętrznej harmonii.
Blaise Pascal pisał, że „całe nieszczęście ludzi bierze się stąd, iż nie potrafią pozostać spokojnie w jednym pokoju”. Sezon ogórkowy można przyrównać do takiego właśnie pokoju, symbolicznej przestrzeni, w której świat zewnętrzny daje nam mniej bodźców, a my możemy spotkać się z samymi sobą. I tutaj pojawia się paradoks - współczesny człowiek, pozbawiony codziennego szumu, często wpada w niepokój. Pamiętajmy jednak, że człowiek, który ucieka od ciszy, ucieka od samego siebie. Nuda staje się wtedy lustrem i pokazuje nam pustki, które wypełniamy hałasem oraz nadmiarem zajęć.
Głęboka nuda ma sens, bo daje możliwość odkrywania całości bycia. Zdejmuje z rzeczy pozorną wagę, odsłaniając to, co jest naprawdę istotne. W tym ujęciu sezon ogórkowy jest zbiorową wersją tego doświadczenia. Gdy znika codzienny potok wydarzeń, zostaje przestrzeń, w której możemy zapytać, a co jest dla mnie naprawdę ważne?
Taki czas jest również próbą pogodzenia się z absurdem świata. Bo kiedy życie publiczne milknie, uświadamiamy sobie, że to my musimy nadać sens dniom, nie czekając na wielkie nagłówki czy spektakularne wiadomości. To trudne, ale zarazem wyzwalające.
A zatem, czy sezon ogórkowy musi być nudny? Myślę, że nie, jednak pod warunkiem, że potraktujemy go jak zaproszenie. Jak laboratorium myślenia, w którym możemy wrócić do lektur, na które brakło czasu, do rozmów, które odkładaliśmy i do obserwowania rzeczy drobnych, ale przez to fundamentalnych. Być może właśnie wtedy, gdy tempo życia publicznego zwalnia, tempo naszego życia wewnętrznego może przyspieszyć.
Bronię więc sezonu ogórkowego przed zarzutem banalności. Jest on jak odcinek rzeki, gdzie nurt zwalnia, a woda staje się przezroczysta i można zobaczyć dno. To dno bywa piękne, bywa też trudne do oglądania, ale zawsze jest prawdziwe. Bez takich chwil świat stałby się bezustannym potokiem informacji, w którym nie byłoby miejsca na sens, bo nie byłoby miejsca na zatrzymanie. Może więc największa mądrość sezonu ogórkowego tkwi w tym, że daje nam najwięcej właśnie wtedy, gdy wydaje się, że daje najmniej.
CMO
