Temat konsolidacji wraca zawsze wtedy, gdy system nie radzi sobie z własnymi problemami. Gdy brakuje pieniędzy, odwagi do różnicowania uczelni, długofalowej strategii finansowania nauki i uczciwej rozmowy o jakości. Wtedy pojawia się hasło, które jest obietnicą porządku:
Połączmy. Zredukujmy. Skoncentrujmy. Będzie taniej. Będzie lepiej. Będzie silniej.
Struktura zamiast sensu
Konsolidacja zakłada, że problemy systemowe da się rozwiązać zmianą organizacyjnego kształtu. Jakby wystarczyło przestawić klocki, by zniknęły napięcia, niedobory i sprzeczne interesy. Jakby kultura akademicka była pochodną statutu. Tak jednak nie jest. Uniwersytet nie rozpada się dlatego, że jest za mały. Rozpada się wtedy, gdy traci sens, autonomię, zdolność do przyciągania studentów oraz współpracy. Żadna konsolidacja tego nie naprawi. Zmiana struktury nie zastępuje reformy kultury.
Skala jako mit
Argument "duży znaczy silny" brzmi dobrze w prezentacji. Gorzej działa w rzeczywistości. W nauce skala nie produkuje jakości automatycznie. Często produkuje za to: rozmycie odpowiedzialności, biurokratyzację, alienację pracowników, konflikt interesów, utratę tożsamości. Wielkie organizmy są trudne do zarządzania, a jeszcze trudniejsze do naprawy.
Skala nie jest strategią. Skala jest parametrem.
Synergia bez relacji nie istnieje
Najbardziej nadużywanym słowem w narracji konsolidacyjnej jest "synergia". Jakby była efektem samego faktu bycia razem. Tymczasem synergia nie rodzi się z decyzji administracyjnej. Rodzi się z lat wspólnej pracy, zaufania oraz kompatybilnych ambicji badawczych. Jeśli tego nie ma, konsolidacja nie tworzy synergii. Tworzy pole konfliktu. To, że instytucje zostaną formalnie połączone, nie oznacza, że ich środowiska zaczną współpracować. Częściej oznacza, że zaczną się bronić.
Ekonomia pozorna
Konsolidacja bywa sprzedawana jako racjonalizacja kosztów. Tyle, że koszty, które są widoczne w tabelach, to tylko fragment rzeczywistego bilansu. Prawdziwe koszty ponoszą ludzie: czas stracony na reorganizację, spadek motywacji, chaos kompetencyjny, utrata poczucia sensu pracy. System może wyglądać taniej, ale stanie się droższy w utrzymaniu jakości. To klasyczny błąd: oszczędzać na tym, co generuje wartość, a potem dziwić się, że wartość znika.
Neutralność, która nie istnieje
Najbardziej niepokojące jest przedstawianie konsolidacji jako konieczności obiektywnej. Jakby była jedyną racjonalną odpowiedzią na "realia". Jakby nie istniały alternatywy: federacje, konsolidacje funkcjonalne, wspólne szkoły doktorskie, wspólne sieci badawcze. Każda decyzja o konsolidacji jest decyzją o władzy: kto decyduje, kto traci autonomię, kto definiuje priorytety, a kto znika z mapy. Udawanie, że to tylko technika zarządzania, jest intelektualnie nieuczciwe.
Puenta
Konsolidacja nie jest zła sama w sobie. Zła jest wtedy, gdy staje się substytutem myślenia. Gdy zamiast odpowiedzieć na pytanie, dlaczego system jest chronicznie niedofinansowany, dlaczego premiuje ilość zamiast jakości i dlaczego przerzuca koszty na uczelnie, dokonuje się przesunięcia problemu. To nie jest odwaga reformy. To jest quasi-złudzenie porządku. Uniwersytet nie potrzebuje dziś większych struktur. Potrzebuje większego zaufania do różnorodności, autonomii i myślenia, a tego nie da się zadekretować.
Celina M. Olszak
Rektor
